Wolność dziecka a matczyne obawy

Nasz strach utrudnia dziecku przygotowanie się do wyjazdu – bojąc się, komunikujemy, że kolonie to sytuacja zagrażająca. Często takie lęki skutkują podjęciem decyzji o niewysyłaniu dziecka na samodzielny wyjazd. Jeśli jednak w oparciu o te obawy, chcemy zdalnie sterować dzieckiem, które już jest na koloniach, to także w jasny sposób ograniczamy jego wolność. Nieustanne telefony, polecenia, żądania, kontrole nie dają dziecku pola do samodzielnego dochodzenia do określonych wniosków czy rozwiązań. Wykorzystując swoją inteligencję i doświadczenie, możemy naprowadzać dziecko na odpowiednie tory, lecz dajmy mu do nich dotrzeć samemu. Od nas powinien mieć instrukcję i prawo wyboru. Czas, by malec zaczął poznawać sam siebie.

Zrozumiałym jest, że osoba, która była z maleństwem od urodzenia, która wie jak wiele wysiłku włożyła już w jego rozwój, jak bardzo jest ono zależne od niej, może sądzić, że bez niej sobie nie poradzi. Ile razy jednak myślimy, że jesteśmy niezastąpieni w pracy, że bez nas wszystko się poprzewraca – prawda jest jednak taka, że jeżeli jeden element się usuwa, drugi wchodzi na jego miejsce – takie jest życie. Czasem trzeba się usunąć, by coś nowego mogło zakiełkować.

Swoje doświadczanie relacji z dzieckiem najlepiej skierować w stronę jego poznania, wiary w jego możliwości, zauważania, jaką barierę dziecko jest w stanie pokonać. Nie wyręczajmy go w zawiązywaniu sznurówek, jeśli wiemy, że jest zdolne zawiązać je samodzielnie. Gdy mama daje rozwiązanie na tacy – już ogranicza wolność dziecka, nie dając mu przedstawić swojego rozwiązania. Dajmy wykazać się dzieciom, dajmy im wolność i swobodę, w której rozkwitają. Dajmy im mierzyć się ze swoimi emocjami i ich konsekwencjami. Wtedy nasze obawy będą bodźcem do wsparcia samorealizacji naszej pociechy.

0 0 vote
Ocena artykułu
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments